niedziela, 31 stycznia 2016

[Animowe Refleksje #23] Neon Genesis Evangelion - 3deep5me


Neon Genesis Evangelion

 W końcu nadeszła ta chwila, wraz z którą obejrzałam to najbardziej kultowe anime ever. Anime, które większość ludzi albo kocha, albo nienawidzi.

 Neon Genesis Evangelion zaczyna się dość niewinnie. Poznajemy najsłynniejszego emo-ciotę w historii anime i śledzimy jego próby poradzenia sobie z jego nędznym losem. Przy okazji poznajemy też inne, mniej lub bardziej pokrzywdzone przez los postacie. Pierwsze odcinki serii są względnie spokojne. Trochę walk, trochę scen z codziennego życia głównego bohatera... Anime w tym etapie nie jest złe, ale też nie zachwyca jakoś szczególnie.
 Aż w końcu nabiera tempa. Walki robią się naprawdę emocjonujące, poznajemy bliżej całe uniwersum jak i samych bohaterów, ich przeszłość i problemy. Głównie te natury psychicznej. Srsly, nie licząc postaci pobocznych, tam chyba wszystkim przydałaby się porządna terapia. Anime na tym etapie strasznie mnie wciągnęło. Aż w końcu dotarłam do kilku ostatnich odcinków, które są... jedną wielką depresją. Wyraźnie widać, jak autor na nią cierpiał. Szczególnie dwa ostatnie odcinki są psychologicznym mindfuckiem. Jednaksą one jedynie alternatywnym zakończeniem. Prawdziwe znajdziemy w kinówce Neon Genesis Evangelion: The End of Evangelion, która mniej-więcej trzyma poziom serii. Ale co do samego zakończenia... no cóż... gif mówi wszystko.

Neon Genesis Evangelion Travolta gif


 Jakby ktoś chciał sobie co nieco przypomnieć, jest też recap - Neon Genesis Evangelion: Death & Rebirth. Streszcza on całą serię i pierwszą połowę Enda. Jednak jego wykonanie nie jest jakoś szczególnie dobre.

 Co do strony technicznej, NGE ma trochę lat, więc na porno dla oczu nie liczcie. Kresce do najpiękniejszych niestety daleko. Ale trzeba przyznać, że jak na bardzo ograniczony budżet, ekipa od animacji wykonała całkiem przyzwoitą robotę. Jeśli chodzi o muzykę to nie zwróciłam na nią jakiejś szczególnej uwagi, pomijając kilka momentów, w których kompletnie nie rozumiałam doboru utworu...

 Tytuł ogólnie podobał mi się. Nie jest jakiś niesamowity, nie do końca rozumiem skąd taki zachwyt nim, ale na pewno nie jest też zły. Psychologia bohaterów może niektórych odstraszać, ale to trzeba po prostu rozumieć. Anime to mogę polecić głównie dojrzalszym widzom. Najlepiej tym lubiącym mecha i akcję, a także te "głębsze" serie. Myślę, że może być też gratką dla początkujących psychologów :P

No i ma ten legendarny opening~

 Jest jeszcze 24-odcinkowa seria kilkuminutowych odcinków Petit Eva: Evangelion@School. Pod względem wizualnym wygląda to tak, jakby jakiś amator testował swoje umiejętności obsługi programu do animacji 3D. Pod względem treści wygląda to tak... jakby był to nieźle naćpany animator. Pozwólcie, że przytoczę tu fragment pewnej recenzji z MALa:
"NOPE!!!! NOPE!!! NOPE!!!! NOOOO!!!! OH GOD WHY!!?"
 Myślę, że ta krótka sentencja zupełnie wyczerpuje temat.


 Przede mną jeszcze seria filmów Rebuild. Chciałabym je obejrzeć kiedy wyjdą już wszystkie, tylko ciekawe, czy kiedykolwiek się tego doczekamy ;_;

środa, 13 stycznia 2016

Japońskie słodycze wkraczają na polski rynek!

 Że naszego Wedla przejęło japońskie Lotte wiadomo już od dawna. Ale czemu nie wiedziałam, że od kilku miesięcy możemy u nas kupić japońskie ciasteczka???

 Każdy kto przeglądał ofertę japońskich słodyczy w internetowych sklepach powinien kojarzyć te miśki:


 Tymczasem można je już kupić w normalnych sklepach, tylko że z wedlowskim logiem! Dorwałam je w Stokrotce za 4 zł ;P (trochę drogo, jak na garść ciasteczek...)


Koala Land WedelKoala Land Wedel

 Opakowanie jest bardzo podobne do oryginalnego. Wrzuciłam też skład, gdyby kogoś interesował. Niestety nie mam porównania z oryginalnym.

Koala Land Wedel

 Przy otwieraniu natrafiamy na zagadkę - emotikonowy rebus. Udało wam się go rozwiązać? ;P Odpowiedź tutaj. Ciekawe, czy te japońskie też takie mają.

Same ciasteczka prezentują się tak:

Koala Land Wedel

Koala Land Wedel

Koala Land Wedel

 Z zewnątrz są kruche i chrupiące. Wewnątrz ponoć miała być wedlowska czekolada, ale wcale tak nie smakuje. Tzn. czekoladowo - tak, ale nie ma tego pysznego aromatu Wedla i jest trochę mdła. Z zawartością w środku, jak widać na zdjęciu, różnie bywa. Jedne były pełne nadzienia, w innych ledwo co było.

 Szkoda trochę, że nie jadłam tych oryginalnych, japońskich. Ciekawa jestem, czy są między nimi jakieś różnice, czy to dokładnie to samo. Jest u nas jeszcze wersja truskawkowa, ale nie wiem czy się skuszę. Są całkiem fajne, ale nie na tyle, żeby bulić za nie tyle hajsu. Za te pieniądze mogę sobie kupić coś o wiele pyszniejszego. Na przykład Wedlowską czekoladę :P

 Tymczasem mam nadzieję, że Lotte poczęstuje nas również innymi japońskimi słodyczami ^_^ No chyba że znowu o czymś nie wiem...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...