sobota, 18 lipca 2015

Animatsuri 2015 + zdobycze, w tym słodkości :3

 No dobra, czas się ruszyć i w końcu napisać o tegorocznym festiwalu Animatsuri!

Animatsuri

 Zacznijmy może od samego początku - w tym roku pierwszy raz jechałam na konwent całkiem samiutka, bez podwózki. Na szczęście nie było tak źle. Do metra trafiłam za wskazówkami miłej pani. Po wyjściu z metra, nie mając pojęcia gdzie jestem i w którą stronę mam iść, zaczęłam podążać za dwojgiem młodych ludzi z walizką. Nie wykazywali żadnych oznak straszliwej choroby zwanej otaku, ale co mi szkodziło, najwyżej bym się wróciła (później rzeczywiście okazali się konwentowiczami). Po chwili zobaczyłam przystanek i zaczęłam mniej-więcej ogarniać okolicę widzianą wcześniej na mapie. Zbliżając się do niego ujrzałam czarne ubrania i kolorowe włosy - czyli całkiem przyjazne stadko mangozjebów - i już wiedziałam, że jestem "w domu". Wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy na przygodę na Gwiaździstą!

 I tu muszę się z wami podzielić moją mądrością życiową wyciągniętą z tegorocznego konwentu: nie warto przyjeżdżać wcześniej. Jak dotąd na konwenty zawsze przyjeżdżałam przynajmniej kilka godzin przed rozpoczęciem. To oznaczało godziny stania/siedzenia w kolejce, później wielkiego przepychania się, a do tego patrzenia, jak ludzie, którzy dopiero co przybyli, wchodzą przed tobą. Ogólnie kolejkony nie są dla mnie. W tym roku przyjechałam już po tym jak zaczęli wpuszczać ludzi. Kulturalnie postałam w miłej, niedługiej kolejeczce, kulturalnie weszłam, po czym kulturalnie znalazłam całkiem dogodne miejsce w sleeproomie. I pomyśleć, ile czasu i sił bym nadaremno straciła, gdybym przyjechała wcześniej. Wiem, że to nie musi sprawdzać się na wszystkich konwentach, ale na Animatsuri już nigdy wcześniej nie przyjadę ^_^

 Wracając do tematu tegorocznego konwentu, sleeproom drugi rok z rzędu był w sali gimnastycznej i w namiotach, co oczywiście średnio mi się podoba, ale co poradzić, kiedy inaczej całych tych tłumów pomieścić się nie da. Namiotu nawet nie rozważałam, zamarzłabym. Była też opcja spania na korytarzu i biorąc pod uwagę trochę spokojnych miejsc, mogłaby nie być taka zła, jednak już nie chciałam kombinować. Znalazłam sobie niezłe miejsce na sali i mimo rozgadanych sąsiadów i tego, że pierwszej nocy nie raczono zgasić światła, udało mi się trochę pospać. Dodam jeszcze że w tym roku prysznice miały normalne zasłony zamiast prowizorycznych, zrobionych z worków na śmieci :D Z takim szczegółem, że zamiast wody leciała lawa...

 To teraz najważniejsze - atrakcje!

 Panele w tym roku były raczej bez szału, ale nie były też złe. Miałam co chodzić przez większość czasu, włączając w to przerwy na spanie, umycie się czy jedzenie. Sporo się dowiedziałam (o anime, Japonii, czy też jak powstaje konwent, w tym co lub kogo, będąc organizatorem, można znaleźć pod damskim prysznicem), trochę się pośmiałam, ogólnie było bardzo fajnie. Przy okazji, lepiej nie filozofować o 3 w nocy. Można wtedy dojść do wniosku, że Bóg = krzesło (true story). A tak w ogóle to ciekawi mnie, czy Dem robi taką furorę na wszystkich konwentach jakie odwiedza :P Szkoda za to, że nie odwiedził nas Food Emperor, któremu niedługo przed konwentem coś wypadło (i który był głównym powodem dla którego przyjechałam w tym roku xP). Mam nadzieję, że będzie za rok. Fajnie jednak, że z myślą o nas przygotował specjalny filmik:


 (szkoda że tak krótki...)


  Muszę się jeszcze pochwalić portretem narysowanym dla mnie przez COCOart :3

COCOart

 Jedną z najważniejszych atrakcji był oczywiście cosplay! Cóż mogę powiedzieć... Pozytywnie zaskoczyli mnie prowadzący, dzięki którym oczekiwanie podczas tradycyjnych opóźnień nie było nudne :D Sam cosplay był raczej na średnim poziomie. Występów było dość mało i nie zachwycały jakoś szczególnie (poza jednym czy dwoma). Ze strojami też jakiegoś wielkiego szału nie było. Najlepszymi częściami całej atrakcji były chyba te przed i po właściwym cosplayu xD


 Aww yiss, ta jakość zdjęcia robionego ziemniakiem.

 No i jeszcze pokaz fajerwerków! W tym roku wyszedł im naprawdę pięknie :D 

 Nie wiem czy wiecie, ale dla mnie bardzo istotną częścią konwentu jest jedzenie. Na mojej liście must do na Animatsuri nie może zabraknąć 3 punktów mówiących o zjedzeniu: sushi, karkówki z grilla oraz crêpe'a. Jak co roku było pysznie ^_^ Bez słit foci najważniejszego się nie obyło (chociaż jeden kawałek zdążył już zniknąć ;P)

Animatsuri - sushi

 Jedzenie to oczywiście nie jedyna rzecz, na którą trwoni się pieniądze na konwentach. W tym roku, można powiedzieć, zaszalałam, choć nie jest to takie szaleństwo jakiego się w tej chwili spodziewacie xD Moja skąpa natura, a do tego wieczny brak zdecydowania, nigdy nie pozwalały mi na przywiezienie zbyt wielu gadżetów z konwentu. W tym roku były to:

Manga - Death Note

Tradycyjnie 2 kolejne tomy Death Note'a. Zostały jeszcze 3, co znaczy że za 2 lata będę miała komplet xD (chyba że w przyszłym roku zaszaleję jeszcze bardziej i kupię całą trójkę)

Zakładka - Guilty Crown, Inori

 Zakładka do książek z pracami redjuice'a, konkretnie z Inori z Guilty Crown ^_^

Jakub Dem Dębski, Ogarnij Mieszkanie

 W końcu zdecydowałam się kupić jedną z książek Dema. Padło na Ogarnij Mieszkanie. Zacna książeczka :D Oczywiście z dedykowanym rysunkiem :3

 Nnnno i najważniejsze, czyli słodycze! W końcu pisząc o paczuszce z Candy Japan obiecałam coś kupić na tegorocznym konwencie. Udało mi się kupić AŻ 2 rzeczy xD

 Pierwszymi są mleczne karmelki o smaku herbaty matcha ^_^ Zakupione na stoisku Yatta.

Mleczne karmelki o smaku herbaty matcha

 Pierwsze skojarzenie po włożeniu do ust? Stare mleko! A podkreślić muszę, że starego mleka nie znoszę. Na szczęście po chwili posmak ten przestaje się tak rzucać w kubki smakowe i nawet chyba rzeczywiście wyczuwam smak zielonej herbaty. Choć bez szału, niestety.
 Ogólnie: mimo tego posmaku nie są złe, ale do najsmaczniejszych bym ich nie zaliczyła.
 W porównaniu z zachodnimi słodyczami: bez owijania w bawełnę, wole nasze zwykłe karmelki :P Te są co prawda oryginalne i z raz w życiu warto ich spróbować, ale więcej ich bym nie kupiła.

 Drugim przysmakiem oraz ostatnią zdobyczą z konwentu jest zestaw mochi, zdobyty na stoisku Waneko.

Mochi

 Mamy tu 3 rodzaje mochi: z orzechową posypką i nadzieniem, z nadzieniem z czerwonej fasoli (prawdopodobnie azuki) oraz z posypką i nadzieniem sezamowym. Ich struktura jest mięciutka i lekko ciągnąca się, zaś jeśli chodzi o wrażenia smakowe... są słodkawe i praktycznie nic poza tym ^_^' Mają BARDZO słaby aromat. Jedząc je czułam się jakbym miała katar, mimo że mój zmysł węchu był w pełni sprawny xD Rozczarowałam się nimi. Warto jednak wspomnieć, że nie są to słodycze do końca japońskie, bo wyprodukowane zostały w Tajwanie.
 Ogólnie: nie... Po prostu nie. Następnym razem kupię owocowe, mam nadzieję, że będą lepsze :P
 W porównaniu z zachodnimi słodyczami: nasze polskie półki zapełnione są lepszymi smakołykami. Tak jak w poprzednim przypadku, czegoś takiego warto raz w życiu spróbować, ale może konkretnie nie tych mochi. Może inne będą lepsze.

 I dotarliśmy do końca. W niedzielne przedpołudnie ruszyłam na dworzec w celu powrotu do domku. Co ciekawe dopiero w nim zaatakowało mnie niemiłosierne zmęczenie. Tu już na szczęście mogłam normalnie odpocząć -ω-

6 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie jeżdżę na konwenty (szkoda mi pieniędzy na wejściówkę XD), ale gdybym już miała jechać to głównym powodem pewnie byłoby właśnie kupowanie gadżetów. Ale cóż, w Internecie znajdzie się wszystko, więc wielkiej potrzeby "konwentowania" nigdy nie czułam. I poza tym, wszystkie większe konwenty odbywają się zbyt daleko od mojego miejsca zamieszkania, a ja nie bardzo mam ani ochotę ani czas, żeby wybrać się w dłuższą podróż.:D
      Mam w planach Death Note, bo anime do końca nie wymęczyłam, a dzięki mandze wreszcie poznałabym tę historię do końca, no i oczywiście kreska cudowna (te obwoluty <3). Powodzenia życzę w uzbieraniu całej serii! ^^
      Chętnie spróbowałabym wszystkich tych mochi, sushi i innych cudów na kiju, mrr. <3

      Usuń
  2. Miałam być, bo jak sie później okazało, sporo moich znajomych w ostatniej chwili zdecydowało się wybrać, ale że jakoś źle rozplanowałam sobie finanse + nie miałam ochoty na daleki wyjazd do Warszawy to jednak się nie pojawiłam. Ogólnie kiedyś więcej konwentowałam, teraz sporadycznie, raz na rok. Ja zawsze sobie powtarzam, że przy okazji następnego konwentu na pewno nie przyjadę wcześniej, ale i tak zazwyczaj kończę w mega długiej kolejce. >><
    Ładne i smakowicie wyglądające zdobycze. <3
    I zgadzam się absolutnie z Twoją opinią na temat japońskich przysmaków, tez nie rozumiem, czym się fandom zachwyca, kiedy nasze są o wiele lepsze. To, że coś jest japońskie nie znaczy od razu, że musi być dobre. ^^"

    OdpowiedzUsuń
  3. Mangozjeby pachną mangozjebstwem na kilometr :3 Dlatego uznaję za mój osobosty sukces że gdy zawijałam się z konwentu byłam tak dobrze zamaskowana, że inny konwerntowicz, gdzieś w moim wieku a może nawet trochę starszy, pytając o autobusy nazwał mnie "panią" :)
    Przychodzenie wcześniej było fajne gdy byłam młodsza i szukałam przyjaciół, bo kolejki dają wspólny temat do rozmowy, ale tak, w tym roku przyszłam wieczorem i weszłam bez żadnego czekania :)
    Na moim pierwszym w życiu konie sleep był w sali gimnastycznej, więc mam trochę sentyment, ale jednak po to chodzę na Animatsuri, żeby wrócić pospać do własnego domku :)
    Dostałam ciężkiej migreny tuż przed cosplayem, po którym zaraz był moj wyczekiwany panel o Jojo, a w dodatku nie pojadłam taiyaki, a czekałam na nie ;_;
    o, mnie z kolei szkoda byłoby kasy na jakieś fancy jedzenie, ale wywaliłam jej sporo na breloczki i maluśkie figurki, bo mam do nich słabość :D
    Cieszę się, że inni ludzie dobrze się bawili, gdy ja nie mogłam! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ej, ja tez bym pewnie przyjezdzala wczesniej, gdybym jezdzila na konwenty, teraz juz wiem, zeby tego nie robic :D
    COCO narysowała portret XD Słodkie kotki, małe psotki?
    Kupowałabym u Dema, choć troche mu nie ufam, bo z reguly nie ufam osobom, ktorym Dr Pepper smakuje migdałami.

    OdpowiedzUsuń
  5. W sumieżadnego z tych smaków mochi, które tam miałaś nie jadłam i chętnie bym spróbowała każdego z tych smaków... a że są akurat mączne to trudno. Chyba najbardziej smakowały mi te o smaku mango z tych co jadłam XD

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...