czwartek, 31 lipca 2014

[Animowe Refleksje #8] Mahou Shoujo Madoka Magika - bo nie ocenia się książki po okładce


 O Madoce dowiedziałam się w dość specyficzny sposób. Kiedy jakaś z wychodzących serii robi się popularna, na Pixivie pojawia się masa fanartów z niej. Widząc któryś już raz tę samą, całkiem ładną i interesującą postać, stwierdziłam, że muszę dowiedzieć się z jakiegoż to anime pochodzi i... gdy zobaczyłam, że to mahou shoujo, jako osoba której takowe anime nie interesują, stwierdziłam "nope" i starałam się o nim zapomnieć. Niestety (czy może raczej stety) długo nie wytrzymałam. Pixiv pękał w szwach od wizerunku Mami. Ta niezwykła popularność zaczęła przekonywać mnie, że anime może jednak warto zacząć oglądać, a kiedy zobaczyłam, że anime ma rating R - 17 +, więc nie może być zwyczajnym mahou shoujo dla dziewczynek, już musiałam się za nie wziąć.

Mahou Shoujo Madoka Magika
 Anime na samym początki bombarduje nas słodkością, małymi dziewczynkami, ich uroczą przyjaźnią i beztroskim życiem. "I ma dojść jeszcze do tego magia? Co ja oglądam..." - można pomyśleć. Ale nie można dać się zwieść. Mimo, że nawet w openingu widzimy wesołe przygody czarodziejek, anime po kilku odcinkach zamienia się w dramat. Dziewczynki przestają być już takie beztroskie. Pojawiają się problemy i to wbrew pozorom nie w postaci niskich ocen. Teraz muszą walczyć z własnymi słabościami o własne życie. Liczne tragiczne wydarzenia, a także ich smutna przeszłość, nadaje anime coraz więcej i więcej dramatu. Nie wiem jak innych, ale mnie Madoka naprawdę chwyciła za serce. Być może jestem przewrażliwiona, być może za bardzo się wczułam, jednak według mnie to anime wprost genialnie manipuluje uczuciami i emocjami widza.

 Ale nie tylko tym potrafi zachwycić. Jest niezwykłe również pod względem graficznym. Oryginalne środki artystyczne i animacja SHAFTa tworzą niesamowity klimat, który dopełniany jest przez wspaniały soundtrack Kajiury Yuki. Po prostu cud, miód, malina. No, może na kreskę można by ponarzekać, bo jest bardzo specyficzna, a może nawet trochę odpychająca. Na szczęście można się przyzwyczaić.

 Poza kreską jest jeszcze jedna rzecz, która może nas nie zadowolić, a mianowicie zakończenie. Na szczęście twórcy o to zadbali i powstały 3 filmy kinowe. Dwa pierwsze przedstawiają wydarzenia z serii (szczerze, to można sobie darować oglądanie serii i obejrzeć same filmy), a trzeci jest kontynuacją...

Mahou Shoujo Madoka Magika
 Mindfuck. To właśnie można poczuć zabierając się za trzecią kinówkę Madoki - Hangyaku no Monogatari (Rebellion). Na początku kompletnie nie wiadomo o co chodzi, film nie wydaje się być kontynuacją poprzednich wydarzeń. Widocznie twórcy lubią nas zwodzić. Wraz z czasem wszystko powoli się wyjaśnia, ujawniając nam całkiem skomplikowaną historię.

 Trzeba jednak wspomnieć, że ten film znacznie różni się od prequeli. Fabuła nie wydaje mi się być aż tak tragiczna, za to jest o wiele bardziej zawiła. Właściwie, tego mindfucka w mniejszym czy większym stopniu zachowuje już do końca.

 Różni się także pod względem graficznym. Wciąż widzimy wcześniej używane przez twórców środki artystyczne, ale dochodzą również nowe - Bakemonogatari... So much Bakemonogatari... Kto oglądał jedno i drugie, powinien wiedzieć o co mi chodzi. W trzecim filmie Madoki twórcy użyli podobnego stylu do tego, który charakteryzował serie Monogatari (ostatnio użyli go również w Mekakucity Actors, więc nie jest już taki charakterystyczny). Przez to miałam wrażenie, jakbym oglądała zupełnie inne anime. Czy to plus? Czy minus? Ciężko mi stwierdzić. Madoki w życiu nie wyobraziłabym sobie w takim stylu, jednak do mindfuckowego klimatu trzeciej kinówki pasuje w sumie bardzo dobrze.
 A co z nowym zakończeniem? Mi się raczej podoba. Myślę, że lepsze od tego z serii. Ale to, wiadomo, kwestia gustu.

 Podsumowując, Madoka Magica wywarła na mnie naprawdę duże, pozytywne wrażenie. Mimo, że to dość nowe anime, według mnie już można zaliczyć je do klasyków i tytułów, które każdy otaku powinien zobaczyć. Dlatego serdecznie je wam polecam, nawet jeśli odpycha was tematyka mahou shoujo czy jego kreska.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Animatsuri

Animatsuri

Trochę opóźniona notka, ale po konwencie byłam jeszcze tydzień w okolicach Warszawy, więc dopiero teraz mogę w spokoju coś napisać. No więc w końcu przedstawiam wam moje wrażenia po Animatsuri 2014 ;P

Zacznijmy od samego początku, czyli od kolejkonu. Zapowiadało się bardzo dobrze, organizatorzy całkiem nieźle to zaplanowali, ale jak to w życiu bywa, ktoś zyebał sprawę. Pewnej akcji jeszcze przed wpuszczaniem na sam teren szkoły nie skomentuję, ale później też nie było lepiej. Dla osób z rezerwacją miała być jedna kolejka rozchodząca się na dwie: dla osób z wydrukowanymi kodami QR i bez. Zamiast tego powstały dwie kolejki, jedna długa jak cholera, w której stali ludzie, którzy przyjechali rano, oraz króciutka, do której wpychali się nowi. Organizatorzy oczywiście mieli to gdzieś. No ale dobra, można to jeszcze jakoś wybaczyć, bo przynajmniej zaczęli wpuszczać do budynku dość wcześnie i po wejściu było jeszcze dużo czasu przed pierwszymi atrakcjami.

Następna rzecz to sleeproom. To była dla mnie nowość, że nie zrobili sleeproomów normalnie w klasach, tylko w sali gimnastycznej i w wielkim namiocie na dworze. Czy to był dobry pomysł? Ciężko powiedzieć. Byłam na sali i w sumie nie było mi źle. Bałam się jak się tam będzie chodziło, ale jakoś udało im się "zorganizować" przejścia pomiędzy śpiworami. Na hałas i takie tam nie narzekałam, bo miałam ze sobą stopery, a do tego w końcu udało mi się zdobyć moją wymarzoną opaskę na oczy Sougo z Gintamy <333 Tak więc spało mi się całkiem dobrze. Współczuję jedynie tym co spali w namiocie, bo pogoda była beznadziejna. Ale zrobienie sleeprooma w sali gimnastycznej było też sporym nietrafieniem, o czym napiszę za chwilę.

Wchodzimy na właściwy konwent! Masa mangowych pierdółek do kupienia, panele, japońskie jedzonko... W tym mi w sumie praktycznie wszystko odpowiadało. Było trochę naprawdę świetnych paneli. Były też takie, na które prowadzący mieli wyebane, no ale bywa. Jedyne na co narzekałam to to, że nie mogę się rozdwoić (-troić) i nie spać przez 3 dni. Warto też wspomnieć o jedzonku. W zeszłym roku ktoś się nie popisał i na konwencie nie było sushi. W tym roku organizatorzy nam to wynagrodzili i było nie tylko pyszne sushi (pozdrawiam pana, który dał mi zniżkę, a do tego dorzucił kilka sztuk :P), ale też japońskie słodycze. Jednym słowem, było co szamać. Ale wróćmy do atrakcji...

Jedną z nich tradycyjnie był cosplay, który... jakby to powiedzieć... powinien się jednak odbyć na sali gimnastycznej. Jako że w tej zrobiono sleeproom, cosplay odbywał się na dworze. Gdzie w sobotę było w cholerę zimno i padało ._. Ledwo można było coś zobaczyć ponad parasolkami, ale wg mnie nie była to jakaś wielka strata, bo szału w nim nie było. Równie dobre, a nawet lepsze przebrania można było oglądać na korytarzach. W sumie to nawet zdziwiło mnie, jak dużo tego było.

O czym tu jeszcze napisać? O LARPie mogę tyle, że ponoć był fajny xD Również fajne, czy może nawet świetne były fajerwerki :3 Ciekawa jestem ile % budżetu na nie poszło... Fajnie tańczyły też dziewczyny z Fumi Neko >ω< Iii... tak mogłabym w sumie trochę powymieniać, no ale kto był, ten widział, kto nie był, tego zapraszam za rok ^_^ Sama prawie na pewno się stawię.

A tym czasem, do następnego posta, który, mam nadzieję, pojawi się niedługo ^ω^

poniedziałek, 7 lipca 2014

[Rysunki #3] Chibi Camelia

Camelia
deviantART
Mogliście ją już wcześniej oglądać na nowym nagłówku. To moja nowa OC. Na razie w wersji chibi ;P
Jeśli ktoś widział inne moje rysunki chibi, może zauważyć, że trochę dopracowałam u siebie ten styl. Co z tego wyszło, oceńcie sami. Błędów jako takich raczej nie ma. Jakby nie było, chibi to chibi. Są mało szczegółowe, więc jest w nich mało rzeczy, które mogą nie wyjść xD Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to cieniowanie, nad którym ciągle pracuję i eksperymentuję, ale wciąż nie mogę osiągnąć tego, co bym chciała >_< Może kiedyś...

Tymczasem co do mojej OC, jak widać w tytule postu, nazywa się Camelia. Czemu? Bo jak wcześniej pisałam, jestem herbacianą amatorką, a herbata należy do roślin z gatunku kamelii i stąd u mnie pewnego rodzaju sentyment do nich xD
Sam wygląd postaci zaczęłam wymyślać już całkiem dawno temu. To jego ostateczny projekt:
Camelia
Rysunek był przerabiany mnóstwo razy i na kartce widać masę śladów po ołówku, ale skaner na szczęście tego nie uchwycił :P Nie mogłam w ogóle wymyślić jej żadnego fajnego stroju ani skrzydeł. W końcu na pewnym nudnym wykładzie wymyśliłam skrzydła, a niedawno, podczas oglądania anime, nagle wpadł mi do głowy pomysł na ubranie xD I w końcu jest.
W przyszłości możecie spodziewać się jakichś rysunków z nią, ale na razie wracam do rysowania fanartów, od których zrobiłam sobie zbyt długą przerwę D:

czwartek, 3 lipca 2014

[Anime Shorts #1] Malutkie perełki ze świata anime

Nie pamiętam w jaki sposób pierwszy raz się z nimi spotkałam, ani w jaki zaczęłam się nimi później interesować, ale żałuję, że nie stało się to wcześniej.
O czym mowa? O króciutkich animacjach, w większości trwających ledwie kilka minut, ale jednak niekiedy tymi kilkoma minutami przekazujących więcej, niż przeciętne kilkudziesięcioodcinkowe anime. Są wśród nich produkcje komercyjne, ale też zupełnie amatorskie, a także eksperymentalne animacje sprzed nawet dziesiątek lat. Niektóre są po prostu ładne, inne niosą ze sobą jakiś przekaz, a jeszcze inne to abstrakcyjne twory, w których można doszukiwać się różnych interpretacji.

Jako że mało kto miał styczność z tą formą sztuki, zamierzam wam przedstawić te, które w jakiś sposób najbardziej mnie zaciekawiły.


Link w obrazku prowadzi do strony, na której można obejrzeć dane anime, zaś link w tytule do informacji o nim na MALu.


https://www.youtube.com/watch?v=1pdkQY9SReU
 Opowiedziana w niezwykły sposób historia o smutnym życiu cykady, nawiązująca do katastrof w Hiroshimie oraz Fukushimie. W pewien sposób potrafi poruszyć.

 Ai
https://www.youtube.com/watch?v=3fOeZFK7eg8
 Nie jest to jedna z animacji które mi się w jakikolwiek sposób spodobały, ale ze względu na wyjątkowość eksperymentalnych prac Yojiego Kuri, postanowiłam, że umieszczę tu przynajmniej jedną. Większość z nich (przynajmniej z tych, które widziałam) jest bardzo abstrakcyjna, wręcz psychodeliczna. Ai to chyba jedyna jego animacja w której odnajduję jakikolwiek sens xD
Jeszcze mała ciekawostka: głos podkładała w niej Yoko Ono (jeśli ktoś nie kojarzy - żona Johna Lenona).

https://www.youtube.com/watch?v=ARDBGPVOcWk
 Znacie legendę o czerwonej nici przeznaczenia? Raczej każdy otaku ją zna ;P Oto całkiem interesująca historia, opowiedziana właśnie taką nicią.

https://www.youtube.com/watch?v=MPY40KTFHlQ
 Krótka, nietypowa i bardzo przyjemna w oglądaniu, szkolna historia miłosna pewnej przyszłej pisarki.

https://www.youtube.com/watch?v=U7g4kG4qlhI
 Mój bezwzględny faworyt. Niesamowicie wzruszająca animacja. Może nie będę jej opisywać. Po prostu ją obejrzyjcie ;)



Na razie to tyle. Za jakiś czas wrzucę kolejną porcję.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...