czwartek, 25 grudnia 2014

[Rysunki #9] Jigoku Shoujo

Ai Enma - Jigoku Shoujo
 deviantART Pixiv
 Tsa, Jigoku Shoujo mnie zainspirowało i musiałam narysować Ai :P

 Co tu mogę powiedzieć... Na pewno tło wyszło mi wyjątkowo dobrze. Spodziewałam się czegoś o wiele gorszego. No... pomijając lampiony, bo te wyszły dziwnie. Perspektywa to zło ;_; Zawsze miałam problemy z wyobraźnią przestrzenną.

 Z postacią chyba nie jest źle. Może głowa powinna być trochę mniejsza. Za to cieniowanie nieszczególnie mi się podoba. Ciągle z nim eksperymentuję, ale nic dobrego nie wychodzi. Już pomijając, że postać słabo zgrywa się z tłem, ale to u mnie standard.

 I to chyba tyle. Podsumowując ten rok, na pewno zrobiłam jakieś małe postępy w rysowaniu. Ale to dla mnie za mało xP Muszę się bardziej postarać...

piątek, 19 grudnia 2014

[Animowe Refleksje #13] Jigoku Shoujo


 Ból, cierpienie, nienawiść... Wiele uczuć i emocji skłania do zemsty. Jednak jak silne muszą one być, by móc dla niej poświęcić własną duszę?

 Jigoku Shoujo to wyjątkowe anime. Większość każdej z trzech serii przedstawia pojedyncze, krótkie historie. Każda z nich opowiada o innych ludziach, lecz każda opiera się na jednym - zemście. Poznajemy bohaterów, dowiadujemy się co ich trapi i obserwujemy jak los doprowadza ich do zemsty, za którą po śmierci skazywani są na wieczne cierpienie w piekle. Brzmi nudno jak na fabułę praktycznie każdego odcinka? O dziwo tak nie jest. Każda historia jest inna i, choć momentami można mieć wrażenie, że twórcy nie mieli już na nie pomysłów, zaraz po tym zachwyca nas to, że jednak tych pomysłów wcale im nie brakuje. Większość historii jest smutna, część wręcz tragiczna, choć znajdą się także takie, przy których można się pośmiać. Są też takie, które ogląda się co chwila powtarzając w myślach "WTF?" Jednak tak czy siak zdecydowana większość jest naprawdę ciekawa i oglądając anime nieraz nie mogłam doczekać się, aż sięgnę po następny odcinek i poznam kolejną.

 Zadziwiające jest też to, jak wiele uczuć potrafi ono w nas zbudzić. Zdecydowaną większość postaci widzimy ledwie przez jeden marny odcinek, jednak tyle wystarcza, by z jednymi się zżyć, a inne znienawidzić. Z resztą nie tylko świetnie wzbudza emocje, ale też je przedstawia. Każdy ma inny powód do zemsty i każdym kierują inne emocje. Anime to świetnie ukazuje nam jacy potrafią być ludzie i że największe piekło jest właśnie na ziemi.

 Nie można jednak zapominać, że oprócz masy jednoodcinkowych postaci, mamy też garstkę głównych bohaterów - tytułowej Piekielnej Dziewicy (trochę dziwnie brzmi to polskie tłumaczenie xD) i jej towarzyszy którzy jej pomagają, oraz postaci, na których w pewnym momencie każdej serii skupia się fabuła. Ich historie również są ciekawe i stanowią pewną odskocznię od tych wszystkich jednoodcinkowych historyjek, bez czego anime mogłoby być zbyt monotonne.

 To teraz może o stronie technicznej. Grafika jest raczej na średnim poziomie, ale da się przeżyć. Kreskę ciężko mi ocenić bo... potrafi być inna z odcinka na odcinek. Wiele postaci jest narysowanych kompletnie inną kreską, jak i zdarza się, że te same postacie wyglądają inaczej. Ale ogólnie źle nie jest. Soundtrack też nie jest zły, jednak drażnią motywy puszczane w momentach, które powtarzają się w niemal każdym odcinku. W sumie same te momenty też trochę drażnią. Niczym transformacje w kreskówkach o czarodziejkach... Najgorsza jest chyba animacja trwająca prawie minutę puszczana co odcinek przez połowę trzeciej serii ._. (co prawda momentami jest bardzo ładna, no ale ile można ją oglądać?)

 Jak widać, Jigoku Shoujo ma kilka mankamentów, ale i tak uważam, że warto je obejrzeć. Nawet dopisałabym je do listy anime, które każdy otaku powinien znać. Głównie z powodu tego, jak bardzo jest oryginalne, ale też dlatego, że skłania do przemyśleń o społeczeństwie i życiu. Niektórych może odrzucić ta szablonowość dużej części odcinków, ale warto jednak chociaż spróbować je obejrzeć. A nuż ktoś się wciągnie tak jak ja.

sobota, 13 grudnia 2014

[Hentajcowe Refleksje #3] Little Monica Monogatari

Little Monica Monogatari
 Ciężko mi się zabrać za ten opis... Jest to hentai dość specyficzne. Widać, że ktoś chciał zrobić hentajca z ciekawą fabułą, ale coś mu nie wyszło. Powodem być może był brak umiejętności, być może niski budżet (który naprawdę po tym anime widać), a może jedno i drugie.

 Little Monica Monogatari ma 2 odcinki i przedstawia dość ciekawą historię, trochę detektywistyczną, trochę fantasy. Niestety jest mocno niedopracowana. W obecnej postaci wygląda to trochę... dziwnie. Takie nie wiadomo co. Jest jakaś historyjka, jest trochę seksu... ale średnio łączy się to w całość. I wielka szkoda, bo potencjał ma całkiem spory. Gdyby tylko dopracować fabułę, projekty postaci i animację, dodać więcej wątków i scen erotycznych, no i rozegrać to wszystko w więcej niż marnych dwóch odcinkach, mógłby wyjść z tego dobry hentajec z fabułą. A tak... nie wiem czy mogłabym go komukolwiek polecić. Fabuła, mimo że jest, zbytnio nie zachwyca. Także scen seksu nie jest za wiele. To nie tak, że to hentai jest jakieś złe, bo ogląda się je przyjemnie, jednak na pewno nie jest dla osób z wygórowanymi wymaganiami. Jest raczej dla tych, którzy po prostu mają ochotę na coś nietypowego.

sobota, 6 grudnia 2014

[Neko Miko #4] Wszystkiego najlepszego...

Była noc z 5 na 6 grudnia, kiedy, niczym mikołajkowy prezent, na świecie pojawiła się pewna mała, futrzasta kuleczka. Gdyby nie tragedia, skończyłaby dzisiaj 2 latka. Z tej okazji zmuszam się w końcu do kontynuowania jej serii.










sobota, 29 listopada 2014

[Animemy #3] Wielki Por/Leekspeen/Loituma Girl

 Kolejny mem powstały z połączenia gifa z muzyczką, a to dopiero początek!

 No a teraz przyznać się, kto słyszał o Wielkim Porze? Poza Polską mem ten znany jest jako Leekspin oraz Loituma Girl i przedstawia...

Wielki Por

  Orihime kręcącą porem w rytm fińskiej piosenki. Dziewczę raczej wszyscy powinni kojarzyć z jednego z najbardziej znanych tasiemców - Bleacha. A co z piosenką? Jest to tradycyjny fiński utwór, do którego słowa w 1930 roku napisał Eino Kettunen. Ievan Polkka/Ieva's Polka, bo tak się nazywa, najbardziej znana jest jednak w wykonaniu zespołu Loituma.


 To właśnie fragment nowoczesnej wersji został wykorzystany do stworzenia mema.


 Nie posiadam niestety informacji o tym, kto, czemu i w jakich okolicznościach wykreował to dziwaczne połączenie. Pozostaje nam cieszyć się całą masą różnych przeróbek, zarówno tych muzycznych, jak i obrazkowych.

Garstka przykładów:
Wielki PorWielki Por


Wielki PorWielki Por


Wielki PorWielki Por






 Czyżbyśmy atrybut najpopularniejszego Vocaloida zawdzięczali Bleachowi? ;)




 A na koniec coś, na co jestem uczulona, a mianowicie błędny zapis nazwy piosenki: "Levan Polkka". Żadne "Levan", tylko "Ievan"! Ja rozumiem że w wielu czcionkach małe "i" jest identyczne co małe "L", więc można to błędnie odczytać, ale strzeżcie się popełniania tego błędu, bo będę gryźć ;P

piątek, 21 listopada 2014

[Rysunki #8] Black Hanekawa

Black Hanekawa - Monogatari Series
deviantART Pixiv
 Tym razem coś z Bakemonogatari. A mianowicie pewna ponętna kocica >ω<

 Nie wyszła jakoś źle, ale ma trochę błędów. Głównie razi mnie, że wciąż nie potrafię dobrze zgrać postaci z tłem. To głównie kwestia cieniowania, nad którym nadal pracuję. Okropnie wyszła też noga, której nie miałam pojęcia jak narysować ._. Tak więc anatomię też muszę przećwiczyć... I tak sobie myślę, że przydałoby mi się znaleźć jakiś lepszy sposób rysowania włosów, bo ten średnio wygląda. Sama nie wiem co jeszcze sądzić o tej pracy. Przydałyby się jakieś komentarze, ale tych dostaję tyle, co kot napłakał xP

 Teraz muszę pomyśleć co narysować następne. Zastanawiam się nad jedną postacią, ale nie mam pomysłów jak ją przedstawić. Parę już odrzuciłam ze względu na to, że nie potrafiłabym ich narysować ;_; Może kiedyś...

niedziela, 16 listopada 2014

[Anime Shorts #4]


http://animeon.pl/anime.php?type=player&episode_id=10087
Jeden z moich faworytów. Pod wieloma względami piękna animacja autorstwa Makoto Shinkaia. Uwaga na łzy!

Dimension Loop

 Bardzo... osobliwa animacja. Czy ma jakikolwiek sens? Ciężko powiedzieć. Mimo to, całkiem przyjemnie się ją ogląda.

https://www.youtube.com/watch?v=tJBt2V5-Q-E
 Wykonana w prosty sposób, jednak przedstawiająca niesamowitą historię animacja. Kolejne ostrzeżenie przed łzami!

https://www.youtube.com/watch?v=byAfC5yW_hw
 Nie mająca zbyt wiele sensu, ale za to niesamowicie urocza, krótka historyjka o duchu dziewczynki, który spotkał zaczarowane stepujące buty.

http://vimeo.com/68606959
 Interesująca i ładnie wykonana historia o reporterce, która wyrusza na front wojenny do rodzinnej miejscowości, jednocześnie zmagając się ze swoją przeszłością.

wtorek, 11 listopada 2014

[Hentajcowe Refleksje #2] Kafun Shoujo Chuuihou! - Uwaga na pyłki!

Kafun Shoujo Chuuihou

 Że Japończycy miewają dziwne pomysły, wie raczej każdy, ale jaką wyobraźnię trzeba mieć, by wymyślić coś takiego?

 W świecie Kafun Shoujo Chuuihou! większość ludzi ma alergię na pyłki. Jednak nie jest to zwyczajna alergia, bowiem ma niezwykłą postać, czy może raczej to pyłki mają postać, a mianowicie... ludzką. Jako że w hentaiach z reguły wszystko sprowadza się do seksu, nietrudno domyślić się jak wygląda taka alergia i że chusteczki przydają się tu do czegoś innego. Pyłki w postaci dziewcząt i chłopców atakują alergików molestując ich i uprawiając z nimi seks. Jedni przez to cierpią, inni czerpią przyjemność. A seks jest praktycznie wszędzie. W biurach, w autobusach, na ulicach, w parkach... Dla większości zupełnie przestał być czymś prywatnym. Wolne od pyłków są jedynie miejsca z odpowiednią filtracją powietrza.

 Fabuła w KSC jest typowo hentaiowa, czyli praktycznie jej nie ma. Przedstawia ona krótkie, czasem przeplatające się ze sobą historie różnych ludzi. Są one naciągane i daleko im do ciekawych. Za to prawie przez całe odcinki mamy do czynienia ze scenami seksu i to nawet nie najgorszymi, dlatego lubujący się w tego typu hentajcach, powinni tę produkcję polubić. Szczególnie, że ma wyjątkowo, jak na hentai, ładną kreskę. Minusem jest jedynie brak wersji bez cenzury. Muzyka również nie przeszkadza w oglądaniu. Nie rozumiem tylko po co tam Wiosna Vivaldiego, którą mamy okazję kilka razy usłyszeć... Czyżby nawiązywała do wiosennego sezonu alergicznego? Eh... już doszło do tego, że w hentajcach doszukuję się głębszych znaczeń...

 Tak czy siak, Kafun Shoujo Chuuihou! polecam wszystkim tym, którzy oglądają hentai tylko do pofapania. Tym, którzy liczą na coś sensowniejszego, zalecam szukanie dalej.

czwartek, 6 listopada 2014

[Rysunki #7] Przed i po

 Przez ostatnie dwa tygodnie znowu musiałam korzystać ze starego laptopa i nie mogłam rysować x_x Kiedy w końcu odzyskałam tę możliwość, pomyślałam, że zrobię deviantartowego mema pokazującego postęp w rysowaniu. No i tak to wygląda:

 deviantART

 Rysunek z 2009 roku był jednym z pierwszych kiedy uczyłam rysować się w "mangowym" stylu. Postać na nim była ociupinkę wzorowana na Mio z K-ONa, głównie oczy, których normalnie bym tak dobrze wtedy nie narysowała :P

 A to większa wersja rysunku z tego roku:



 Na pewno trzeba przyznać, że różnica jest wielka. Są narysowane w kompletnie innym stylu. Nowy jest o wiele bardziej szczegółowy, kiedy stary był bardzo prosty. Jednak ten stary też miał w sobie coś fajnego. Nowy, choć lepszy, średnio mi się podoba. Głównie twarz. Nie potrafię wyrobić sobie żadnego konkretnego stylu rysowania ;_; Podobnie jest też ze światłocieniem, z którym wciąż improwizuję. Dlatego muszę więcej rysować, tylko że... łatwo powiedzieć xP

środa, 29 października 2014

[Animowe Refleksje #12] Kimi to Boku.

Kimi to Boku.
 Nastoletni chłopcy i ich codzienne życie. Te kilka słów w pełni opisuje fabułę Kimi to Boku. Praktycznie nic więcej nie trzeba dodawać. To anime to okruchy życia do bólu. Trochę mnie to na początku zniechęciło. Gatunek ten co prawda lubię, ale akurat nieszczególnie miałam na niego ochotę. Na szczęście nie zrezygnowałam z oglądania.

 Nie jest to jakieś bardzo dobre anime, ale ogląda się je przyjemnie. Moje odczucia są właściwie dość mieszane. Na części odcinków można usnąć z nudów. Jednak inna część jest naprawdę ciekawa, a wręcz wciągająca. Myślę że obie się równoważą, tworząc fajne anime, które można sobie obejrzeć dla relaksu, a także pośmiania się, bo anime to jest również dobrą komedią. Oglądając je, nie raz zdarzyło mi się zaśmiać. Choć nie zapominajmy, że ma też trochę smutnych momentów. No ale przez większość odcinków toczy się sielanka.

 Chciałabym też wspomnieć o głównych bohaterach, a właściwie ich charakterach, które są takie... mało realne. No bo kto widział tak spokojnych i niewinnych licealistów? Zabierając się za okruchy życia, mamy raczej nadzieję na coś bardziej rzeczywistego. Ale chyba można to wybaczyć, bo to właśnie dzięki temu to anime ma taki sielankowy charakter. Aczkolwiek co do samych bohaterów, to większość z całej 5-cio osobowej grupki nie za bardzo przypadła mi do gustu. Tak naprawdę polubiłam tylko jednego (Yuuki-kun <3 )
 Ogólnie, anime zdecydowanie powinno się spodobać wielbicielom okruchów życia oraz tym, którzy mają ochotę się odprężyć. Przestrzegam tylko, że momentami można się trochę ponudzić. I zakończenie jest trochę mało zadowalające (mógłby sobie chociaż jeden jakąś dziewczynę w końcu znaleźć...).

piątek, 24 października 2014

[Animemy #2] Nyan Cat - Nyanyanyanyanyanyanya!

Kolejny mem ze świata otaku! Tym razem znany wszystkim...

Nyan Cat! 
 
Nyan Cat


 Któż nie widział tego rozpikselowanego połączenia kota i pop tartu? Któż nie słyszał tej ryjącej mózg melodyjki? Na pewno nie żaden stały bywalec "internetów". Jednak skąd to wszystko się wzięło?

 Wizerunek biegnącego przez kosmos kota stworzony został przez Chrisa Torresa podczas charytatywnej akcji Czerwonego Krzyża, w czasie której różni artyści rysowali na LiveStreamie. Pomysł zainspirowany został przez kota Chrisa (który niestety odszedł w 2012 roku), oraz dwa oddzielne pomysły od widzów, na narysowanie kota oraz pop tartu.

 Muzyka wykonana została zaś przez japońskiego wykonawcę o pseudonimie Daniwell-P. W oryginale, piosenka posiada wokal Miku Hatsune.



 Fuzji powyższego gifa, oraz piosenki Nyanyanyanyanyanyanya! w wersji z wokalem UTAUloida Momone Momo, dokonał użytkownik YouTube'a, saraj00n.



 A później zadziałały internety. Powstały masy przeróbek, remiksów, fanartów, gier i nie tylko. Jest nawet strona NYAN.CAT, na której możemy sprawdzić, jak długo wytrzymamy słuchając Nyanowego utworu. Nie mało jest również nawiązań do Nyan Cata w wielu różnych miejscach.

Kilka przykładów Nyan Catowej twórczości:






Nyan Cat
Źródło
Nyan Cat
Źródło


Nyan CatNyan Cat

Nyan CatNyan Cat
Nyan Cat
 Źródło
To oczywiście ledwie maleńki ułamek tego, co można znaleźć w internecie, a natknąć się na Nyan Cata można niemal wszędzie.

sobota, 18 października 2014

[Animowe Refleksje #11] Blood Lad

Blood Lad

 Kolejne, po Hataraku Maou-sama!, anime o demonach. I nie jest to jedyne podobieństwo, choć również i różnic jest wiele. Jednak skupmy się na samym Blood Lad.

 Z początku anime to trochę mnie o siebie odepchnęło. Fabuła nie zapowiadała się zbyt ciekawie. Postacie też nie wydawały się zbyt fajne. Do głównego bohatera, Staza, miałam jeszcze nadzieje, ale podejrzewałam że z taką Fuyumi może być ciężko. Ogólnie czułam się trochę rozczarowana. Mimo to, jak to mam w zwyczaju, oglądałam dalej i... dobrze, że mam to w zwyczaju, bo anime się rozkręciło i to nawet na tyle, by mnie wciągnąć. Do wybitnych niestety nie należy, ale ogląda się je przyjemnie. Fabuła jest całkiem interesująca i w miarę oryginalna. Z humorem jest troszkę gorzej, bo na roześmianie się podczas oglądania nie ma co liczyć, ale źle nie jest, bo wciąż jest zabawnie i można się czasem uśmiechnąć. Jest też trochę fajnych scen akcji. A nawet delikatna nuta romansu.Generalnie wszystko na plus (raczej nieduży, ale jednak). Co do postaci, to również okazały się całkiem fajne. Fuyumi się rozkręciła i okazała się zupełnie znośna. Reszta podobnie, jest całkiem spoko, a przynajmniej nie jakaś denerwująca. Do tego Staz okazał się OP, co w głównych bohaterach lubię :P

 Jest tylko jeden wielki minus w tej produkcji. Jeden, ale bardzo duży. Mianowicie to... że anime jest po prostu przerwane. Fabuła jest zwyczajnie urwana w trakcie. Nie jakoś strasznie, bo jakoś to ułożyli, żeby ładnie wyglądało, ale i tak kontynuacja jest tu pilnie potrzebna. Nie naprawiło tego nawet OVA i co najgorsze, nie zapowiada się na razie, by Blood Lad otrzymało drugą serię. Strasznie mnie to boli, bo mi się spodobało i chciałabym zobaczyć co będzie dalej. Ogólnie boli, że ostatnimi czasy robi się tak krótkie anime. Kiedyś normą było kilkadziesiąt odcinków. Teraz standardem są "jednosezonowce", które kończą się, zanim fabułą zdąży się rozkręcić ;/ Z punktu widzenia twórców jest to oczywiście zrozumiałe, ale widzowie niestety na tym tracą. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość lub wziąć się za mangę. Tym, którym pasują te dwie opcje, mogę Blood Lada polecić. Reszta raczej nie powinna się za niego brać, bo trafi ją szlag.
 No naprawdę, to anime mogło by być o wiele lepsze, gdyby dostało więcej czasu ._.

piątek, 10 października 2014

[Rysunki #6] Kuroyukihime

Kuroyukihime - Accel World
 deviantART Pixiv
 W końcu kolejny rysunek. Myślałam, że trochę więcej uda mi się tego narysować w te wakacje ._. Ale przejdźmy do tematu.

 Ten akurat jest podwójnie przełomowy. Po pierwsze, chyba pierwszy raz rysowałam coś od początku na komputerze. Wcześniej zawsze najpierw szkicowałam na papierze. Tym razem miałam sporo problemów z perspektywą i żeby nie marnować tyle ołówka i gumki, przerzuciłam się na kompa. Chociaż koniec końców i tak musiałam się posłużyć stroną.

 Po drugie, kiedy miałam skończony szkic i zaczęty lineart, dowiedziałam się o... promocji na Clip Studio Paint! Normalnie wersja Pro kosztuje $49,99, a w promocji kosztowała jedynie $15, czyli 50 zł z groszami, co jak na takie cudeńko to naprawdę niewiele. No i oczywiście nie mogłam się powstrzymać ^_^ I nie żałuję ani grosza, bo ten program jest po prostu ZAJEBISTY. Paint Tool SAI nie oferuje chyba nawet procenta tego co CSP. Dopiero co zaczynam z niego korzystać, ale już rysuje mi się w nim sporo lepiej niż w SAIu. A przede mną jeszcze sporo funkcji do odkrycia. Muszę dokończyć czytanie user guide'a (ma tylko 878 stron~).

 Za to co do samego rysunku, to chyba nie ma w nim jakichś większych błędów. Jedynie głowa i twarz mogłyby wyglądać lepiej, ale nie miałam pojęcia jak je poprawić. Pisząc posta zauważyłam też kilka drobnych błędów w kolorowaniu i cieniowaniu, ale tych nie chce mi się już poprawiać... Jeszcze muszę wspomnieć o tle - tu, jak widać, poszłam na łatwiznę. To tylko gradient. Miałam z nim trochę dylematów. Próbowałam jakichś wzorków i ozdóbek, ale beznadziejnie to wyglądało. Z tym, że wcześniej był tam tylko jeden motyl. W desperacji w końcu zdecydowałam się dorysować pozostałe i chyba jakoś to wygląda. Jedyne co mi przeszkadza to to, że to wszystko się tak zlewa, ale tu też nie miałam pomysłu jak to zmienić.

 A teraz muszę pomyśleć jaką by tu postać narysować następną~

niedziela, 5 października 2014

[Anime Shorts #3]

I następna garstka shortów. Mam nadzieję, że ktoś to w ogóle ogląda...

https://www.youtube.com/watch?v=ioeh7tb0ELs
 Brat z siostrą znajdują dziwną książkę, która dosłownie porywa ich na przygodę...

https://www.youtube.com/watch?v=YlWM4kLVW-U
 Sympatyczna, lecz jednocześnie smutna historia chłopca żyjącego podczas wojny w Korei w 1951 roku.

https://www.youtube.com/watch?v=Vu9JGPQbD4Y

 Już druga w mojej serii, po 663114, animacja upamiętniająca trzęsienie ziemi w Japonii z 2011 roku. Bardzo ładnie zrobiona. Z pewnej strony radosna, ale również bardzo smutna. Można uronić łezkę.

http://www.dailymotion.com/video/xs4bfw_computerkakumei
 To właściwie można zaliczyć do zwyczajnych anime, jednak jest w nim coś, co mnie urzekło. Przedstawia ciekawą wizję przyszłości.

https://www.youtube.com/watch?v=iwZWK2WoogY
Bardzo kolorowa, sympatyczna animacja, która zabierze was w świat dziecięcej fantazji.

poniedziałek, 29 września 2014

I koniec wakacji...

 Studia pod wieloma względami lepsze są od wcześniejszych etapów nauki. Ale co w nich lubię najbardziej? Tak! 3-miesięczne wakacje! Kiedyś na samą myśl o zbliżającym się pierwszym września, razem z którym przychodziły ból, męka i udręka, napawały mnie wszelkie najgorsze emocje. Tymczasem, na studiach, nadchodzący październik wcale mnie nie boli, a wręcz w pewnym malutkim stopniu nawet nie mogę się doczekać. Powód? Zapewne taki, że w te 3 miesiące rzeczywiście można porządnie odpocząć. 2 mijają zdecydowanie za szybko. Ledwo się obejrzysz i koniec. 3 miesiące to może nie tak o wiele więcej, ale jednak czuć tę różnicę. Szczególnie kiedy dzieci chodzą do szkoły, a ty sobie odpoczywasz, huehuehue *trollface* Jedyne co bym zmieniła, to przesunęła je, by zaczynały się w czerwcu, żeby było więcej ładnej pogody.

 Jak ktoś czytał mojego posta z początku wakacji (ktoś je w ogóle czyta? ;_;), to może pamięta, że planowałam nie brać się za żadne serie anime i poza oglądaniem kilku na bieżąco, nadrobić trochę One Piece'a i pouzupełniać specjale i OVA do obejrzanych serii. I przez te bite 3 miesiące to robiłam. Wan Pissa jakoś dużo nie obejrzałam. Większość odcinków była strasznie nudna... Przez ten czas obejrzałam część wątku wyspy Drum i całość Alabasty, i dopiero pod koniec Alabasty udało mu się mnie wciągnąć. A co do specjali... Moja lista anime nieźle się przez nie wydłużyła xD A jeszcze zostało mi ich sporo do obejrzenia. Ale muszę przyznać, że szczerze zatęskniło mi się za normalnym oglądaniem anime. Lada dzień zabieram się za oglądanie serii, które ściągnęłam sobie jeszcze przed wakacjami (korzystając z super-szybkiego łącza na uczelni >ω<). Szczegół, że przez najbliższy tydzień-dwa będę musiała oglądać je na ekraniku 4:3...

 Z pewnych przyczyn musiałam oddać laptopa informatykowi i będę mogła go odebrać dopiero jak wrócę na weekend do domu. W tym czasie muszę korzystać ze starego, który... Cóż, ważne, że działa xD Niestety o grze w Simsy czy Minecrafta mogę zapomnieć. Z rysowaniem też ciężko. Jakbym otworzyła plik z tym, co teraz tworzę, to pewnie by się zawiesił... W sumie to już nawet nowy, pod koniec rysowania, przy dziesiątkach warstw, ledwo wyrabia. Raz nawet nie wyrobił i się zawiesił =ω= Chyba będę musiała dokupić mu RAMu... Ale to kiedyśtam~

 A tymczasem widzę, że nasz "kochany" magister Maciej w końcu wrzucił na stronę uczelni rozkłady zajęć dla naszego kierunku. Mój semestr ma już 11-tą wersję... Trochę słabo, przy pierwszym semestrze mającym 24-tą wersję. Ale trzeba przyznać, że w tym roku zaszalał. Do 20-tej wersji to zazwyczaj dobijał po jakichś dwóch tygodniach. Tak czy siak, zastanawiam się, czy sobie ten plan wydrukować, bo jutro już nie będę miałą okazji, ale zanim dojadę do akademika, to się pewnie jeszcze z 5 razy zmieni.
Ehh... Welcome to Radom...

 Na koniec, tradycyjnie cudny arcik~
Źródło

sobota, 20 września 2014

[Animowe Refleksje #10] No Game No Life - nie dla ecchi-hejterów

No Game No Life

 Jakiś czas temu narzekałam, że nie ma żadnego dobrego ecchi. Aż tu nagle... No Game No Life! Nie dość, że interesująca fabuła i świetny humor, to jeszcze ecchi! Ale zacznijmy od początku.


 NGNL przyciąga uwagę głównie bohaterami będącymi hikikomori, NEETami i niezwykłymi graczami królującymi we wszelkich grach. Czy jakiś no-life'iący otaku, spędzający czas pomiędzy oglądaniem anime w grach, mógłby przejść obok tego obojętnie? Oczywiście, że nie. Jednak anime okazuje się "trochę" inne, niż mogłoby się wydawać. Nasi bohaterowie już w pierwszym odcinku trafiają do zupełnie innego, fantastycznego świata. Świata, w którym czekają ich rozmyślania na poziomie L'a z Death Note'a, świata który... jest niesamowicie kolorowy! Tak, muszę wspomnieć o  grafice, bo ta jest po prostu bajeczna. Na pewno nie wszystkim spodoba się ta oczojebność, ale mnie to wręcz oczarowało. Te wszystkie jaskrawe kolory naprawdę świetnie pasują do przedstawianego w NGNL świata. Kreska również jest naprawdę ładna. Po prostu miód dla oczu. I jeszcze te widoczki... Ale o tym za chwilę. Wróćmy na razie do fabuły. Ta jest całkiem oryginalna i co najważniejsze, naprawdę interesująca. Niestety trzeba przyznać, że robi się trochę nużąca, gdy bohaterowie za długo główkują nad jedną rzeczą. To chyba jedyny minus tej serii. Plusem na pewno jest świetny humor, czasem typowo "nerdowski". Bardzo fajne są też projekty postaci. Ogólnie te są naprawdę sympatyczne. Nie ma w tym anime postaci, której bym nie lubiła. Nawet ta, która może wydawać się typu tych, które są w anime tylko po to, by wkurzać, sporo do niego wnosi i daje się naprawdę lubić.

 No a teraz zajmijmy się najważniejszym xD Bo jakby za mało nam było pięknych, kolorowych krajobrazów, twórcy dostarczyli nam także równie pięknych widoczków... na kobiece i dziewczęce ciała! Są lolitki! Są dojrzałe panie! Są pantsu-shoty! Są zwierzęce uszka! Dla każdego coś dobrego! Ecchi w tym anime jest naprawdę sporo. Tak więc przyznać się! Kto oglądał NGLN z taką miną?

No Game No Life

 Na pewno nie jedna osoba ;P

 Tak jak już pisałam na samym początku, to całkiem niezwykłe połączenie świetnego anime z fanserwisem. W większości przypadków, ten jest rekompensatą za słabą fabułę. Tutaj jest świetnie wkomponowanym dodatkiem. Dlatego serdecznie polecam No Game No Life wszystkim miłośnikom ecchi, oraz tym, którym jest ono obojętne. A co z tymi, którzy go nie lubią? No cóż... Masa zboczonych widoków na pewno ich odrazi, dlatego raczej nie jest to anime dla nich. Cała reszta niech nie czeka, tylko ogląda, bo to kawał dobrego, nietuzinkowego anime!

niedziela, 14 września 2014

[Hentajcowe Refleksje #1] Bible Black - klasyk wśród animowanego porno

 Tak, dobrze widzicie! Będę pisać o hentajcach! No co? Na pewno każdy otaku miał z nimi do czynienia. No i nie zapominajmy, że to anime jak każde inne (tylko tematyka trochę się różni...) i nie ma powodu, by o nich zapominać. A jako że dobre hentai dość ciężko znaleźć, może się komuś przydadzą moje opisy ;P
 A zaczniemy od tytułu, który pojawił się na tegorocznym Animatsuri, na panelu "Anime, które musisz znać"!


Bible Black

 Bible Black to pierwszy hentai mający sensowną fabułę, z jakim się spotkałam. Tak, sensowną fabułę! W hentajcach jest to niestety coś raczej rzadko spotykanego. W większości, nawet jeśli jest jakaś fabuła, to strasznie płytka. Tutaj mamy do czynienia z całkiem interesującą historią i to na tyle, że po kolejne odcinki sięgałam nie tylko w wiadomych celach, a z ciekawości co będzie dalej. Ponadto sceny seksu są dobrze w tę historię wplecione. Same w sobie też są całkiem w porządku. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że nie jest to hentai dla miłośników waniliowego seksu. Zaś ci, którzy lubią trochę animowanego "rejpu" ucieszy fakt, że Bible Black na jednej serii się nie kończy.

 Bible Black Gaiden (Bible Black Origins) to prequel, w którym dowiadujemy się, jak to wszystko się zaczęło. Nie ustępuje on głównej serii, a do tego nadaje jej jeszcze więcej sensu, wyjaśniając trochę rzeczy.

 Seria ma też dodatkowe odcinki - Bible Black Only. Są to zupełnie randomowe historie, nie posiadające żadnej fabuły. Można je sobie spokojnie pominąć, chyba że ktoś lubi takie rzeczy.

 Natomiast ci, których ciekawi historia, na pewno zadowolą się sequelem, czyli Bible Black: New Testament. Seria ta trochę różni się od poprzedniej, głównie klimatem. Główni bohaterowie nie są już uczniami, a dorosłymi pracującymi ludźmi. Do tego fabuła robi się... całkiem skomplikowana. Mamy w niej już nie dwie, a trzy strony będące przeciwko sobie. Przez to komuś, kto woli skupiać się na trochę innych rzeczach niż fabuła, może wręcz być z czasem ciężko się połapać o co tu chodzi. Trzeba też wspomnieć, że sequel jest również sporo mocniejszy od głównej serii. Dochodzą w nim sceny ostrego BDSM, więc jeśli dla kogoś już Bible Black było zbyt mocne, za kontynuację niech się nie bierze.

 A dla reszty jest jeszcze recap owego sequelu. A właściwie raczej dla tych, dla których seria ta była rzeczywiście zbyt skomplikowana i chcieliby ją lepiej zrozumieć. Owy prawie półtoragodzinny odcinek skupia się bardziej na fabule: jest w nim mniej scen seksu, za to dodano do niego kilka wyjaśniających parę spraw scen.

 Pod koniec trochę o stronie technicznej. Jednym z dwóch dużych minusów Bible Black jest kreska. Jest to wybaczlne, bo to dość stara produkcja, no ale jednak trochę razi w oczy. Wkurzający jest też dość charakterystyczny światłocień. Jedyne co jest dobrze narysowane, to narządy płciowe, co z resztą jest sporym plusem. Drugim minusem jest muzyka. Oglądając ma się wrażenie, jakby cały OST tej serii składał się ledwie z kilku utworów (a może tak właśnie jest?). Wszystkie są monotonne i po paru odcinkach robią się naprawdę irytujące.

 Gdyby naprawić te dwie rzeczy, Bible Black byłoby naprawdę dobrym hentajcem. Oczywiście nie dla wszystkich, ale jednak.

poniedziałek, 8 września 2014

[Rysunki #5] Zabawa kredkami akwarelowymi...

 Nieszczególnie chcę to gdziekolwiek pokazywać, ale jakieś porady zawsze się przydadzą, więc przynajmniej wrzucę to na bloga.

 Jakiś czas temu, będąc w Empiku, kupiłam sobie w końcu jakiś porządny pędzelek. Te które miałam w domu były albo za duże albo(i) zwyczajnie badziewne i nie nadawały się do malowania akwarelami, czego od jakiegoś czasu chciałam spróbować na poważniej (już dawno, dawno temu kupiłam sobie kredki akwarelowe, ale nie miałam żadnego dobrego pędzelka do nich...). Tak więc chcąc wypróbować nowy pędzelek stworzyłam takiego potworka:

akwarela
 Rysowałam ją na szybko, więc ma masę błędów. Przede wszystkim oczy mogłam narysować inne. Chciałam ją narysować w stylu w jakim narysowałam Camelię, ale jak widać, te oczy kompletnie tutaj nie pasują (albo źle je narysowałam). No i poza mi nie wyszła. Ręce nie wyglądają tak, jak miały wyglądać. A nogi to w ogóle żal komentować D: W ogóle się do nich nie przyłożyłam. Nad kwiatkami w tle też w sumie mogłam się lepiej postarać.

 No ale skupmy się na tym co najważniejsze, czyli kolorowaniu. Pędzelek spisał się znakomicie. Maluje się nim naprawdę przyjemnie, a przynajmniej w porównaniu do tego badziewia, którego używałam wcześniej. No ale dobre garnki nie czynią dobrego kucharza. Pędzelek jest dobry, ale ja jeszcze kompletnie nie umiem go używać. Nie wiem ile wody nabierać i jak w danej sytuacji zachowa się farba. Tego wszystkiego oczywiście muszę nauczyć się w praktyce, ale być może macie jakieś wskazówki które mi to ułatwią?

 Muszę też wspomnieć o linearcie. Do niego mam jakiś zwykły cienkopis i długopis żelowy. I nie wiem co jest gorsze. Przydałby mi się jakiś dobry cienkopis, bo z tym co mam, jak widać po rysunku, zbyt wiele nie osiągnę. I tu też prośba do was - może polecicie jakiś w miarę dobry, a niedrogi?

 Dla ciekawostki dodaję pracę przed poprawieniem lineartu i przed... jak to nazwać? xD Pomalowaniem wodą?
akwarela
 Zastanawiałam się czy tym lineartem tylko nie popsuję rysunku, ale chyba jednak wygląda lepiej po jego zrobieniu.
akwarela
 A na niepomalowanym kolory wyglądają zupełnie inaczej.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...