wtorek, 27 września 2016

[Rysunki #16] Underwater

deviantART Pixiv Artani
 Pomysł na ten rysunek zrodził się już kilka miesięcy temu, podczas oglądania zapowiedzi Amanchu! Myślałam, że to będzie yuri. Co prawda okazało się, że nie, ale rysunek tak czy siak musiałam stworzyć, bo postacie, kreska, jak i całe anime są po prostu cudne <3 Szczególnie ta kreska... Po prostu się w niej zakochałam. Miałam wcześniej zamiar popracować trochę nad swoim własnym stylem, ale ten jest taki śliczny, że w tym przypadku nie mogłam się powstrzymać, żeby go nie odwzorować ^_^

 Największym problemem podczas rysowania było ciało Pikari (tej w zielonych włosach). Co prawda przy obu wspomogłam się lekko manekinami z Clip Studio Painta, ale przy Pikari coś sknociłam i jej tułowie i biodra dziwnie wyglądają ._. A poprawiałam to chyba w sumie kilka godzin... Jeszcze sprawę utrudniało to, że Pikari jest niższa, a jej tułów wychodził mi nawet jeszcze dłuższy od Teko (długowłosej) i musiałam go skracać, co też nie za bardzo mi wyszło, bo tej różnicy za bardzo nie widać...

 Drugim problemem była twarz Teko, która zamiast na Pikari patrzy się gdzieś w dal. Choć i tak jest lepiej niż było, bo w pewnym momencie wyglądała tak, jakby zza Pikari napływało coś, co miałoby je zaraz pożreć xD

 Za to już całkiem ciekawym wyzwaniem na pewno było odpowiednie odwzorowanie tego, że są pod wodą. Odkąd poznałam "moc" opcji mieszania warstw, nie było to w sumie aż tak trudne. Na pewno zrobiłam spory postęp od czasów poprzedniego :P No i w nowym włożyłam więcej pracy w bąbelki xD I dowiedziałam się, że ich nienawidzę... Już miałam ich dość, patrzę, a to dopiero jakaś ćwiartka wszystkich ;_;

 Ach, no i było jeszcze jedno utrudnienie~ bowiem od samego początku planowałam zrobienie również wersji dla zboczuszków ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ale bez takiej ordynarnej nagości, więc wszystko musiało być pozasłaniane, przez co kilka razy rysunek musiałam poprawiać, a i tak nie wyszło idealnie. W każdym razie bonusową wersję możecie zobaczyć na Pixivie oraz tutaj.

 Ogólnie mi samej rysunek się całkiem podoba. Wciąż robię błędy, ale też cały czas robię jakieś postępy. Przynajmniej jeśli chodzi o rysowanie mangowych dziewcząt, co zdecydowanie wychodzi mi najlepiej... Ale chciałabym też rysować inne rzeczy, a przy takowych dostaję lekkiej załamki ._. Mam nadzieję, że na studiach mnie czegoś nauczą, bo za 2 lata planuję być magistrem sztuki xD

wtorek, 13 września 2016

[Rysunki #15] Herbaty

 Lubię wymyślać różne personifikacje i po tym, jak odkryłam stronę Artiglo, wpadłam na pomysł, żeby narysować serię ilustracji na kubki, przedstawiających chibi dziewuszki inspirowane herbatami. Jak mi wyszło, przekonajcie się sami.

Black Tea Czarna Herbata na kubek

 Czarna, najpopularniejsza herbata. Kojarzy mi się z czymś klasycznym, a coś klasycznego z elegancją, dlatego strój czarnej herbaty miał być elegancki. Jako osoba jest spokojna i poważna. Główny kolor stroju to bardzo ciemny brąz - taki jakiego są liście czarnej herbaty, czerwień, którą można zobaczyć w naparze, oraz odrobina złota.

Green Tea Zielona Herbata na kubek

 Zielona kojarzy mi się ze świeżością, a co za tym idzie, z młodością i energią. Dlatego tę krótko fermentowaną herbatę chciałam przedstawić jako młodą, żywą osóbkę, choć jednocześnie spokojną. Jasnozielone włosy odpowiadają nazwie zielonej herbaty. Falbanki mają kolor ciemnozielonych liści, a reszta stroju ma oliwkowy kolor naparu.

Pu-erh Red Tea Czerwona Herbata na kubek

 Czerwona herbata pu-erh fermentuje bardzo długo, a wręcz, podobnie jak wino, im jest starsza, tym lepsza. Dlatego tę starałam się przedstawić ją jako dojrzałą osobę. Podobnie jak w czarnej, strój jest czerwono-brązowy, jednak najważniejszą tu czerwień "wyciągnęłam" na wierzch stroju.

White Tea Biała Herbata na kubek

 Biała herbata jest herbatą o minimalnej fermentacji, a więc o najkrótszym czasie produkcji, więc kojarzy mi się przede wszystkim z kimś młodziutkim, ponadto uroczym i niewinnym. Biała herbata ma delikatny, lekki smak, dlatego starałam się nadać jej dziewczęcemu strojowi lekkości. Cała postać jest oczywiście jaśniutka. Drobne, srebrzyste elementy odpowiadają kolorowi liści, pozostałe kolorom naparu.

Oolong Tea Niebieska Turkusowa Herbata na kubek

 Z oolongiem miałam najwięcej problemu, przede wszystkim, jeśli chodzi o kolory. Ooolonga nazywa się niebieską lub turkusową herbatą, co nijak nie odpowiada kolorowi ich naparu. Musiałam połączyć tu średnio pasujące do siebie kolory. Nie za bardzo miałam też pomysłu na charakter tej herbaty. Jest średniej fermentacji, więc chciałam by wyglądała na młodszą od czarnej i czerwonej, ale starszą od zielonej. Części elementów stroju nadałam ciemnoturkusowy odcień jakiego można dopatrzyć się na liściach. Reszta sukienki miała odzwierciedlać kolor naparu, który lekko zazieleniłam, by tak bardzo nie kontrastował. Włosy, według nazwy, są niebieskie.

Yellow Tea Żółta Herbata na kubek

 Choć większość herbat pochodzi z Chin lub okolic, ta najbardziej kojarzy mi się z tamtymi rejonami. W końcu niegdyś była ściśle zarezerwowana dla chińskiego, cesarskiego dworu. Dlatego nie mogłam powstrzymać się od inspiracji tradycyjnymi, chińskimi strojami. Cały jest oczywiście żółty, z niewielkimi akcentami jasnego brązu - czyli koloru liści.


 I to wszystko. Klikając na obrazki przeniesiecie się na Artiglo, gdzie możecie kupić kubki, ale też m.in. etui na telefony czy plakaty z moimi herbatkami. A tutaj znajdziecie cały mój profil. Teraz planuję porobić coś na koszulki z kotami :3

czwartek, 18 sierpnia 2016

Zakupy na Blippo~

 Jak ktoś wystarczająco długo śledzi mojego bloga, być może wie, że strasznie skąpe ze mnie stworzenie. Na tyle skąpe, że ceny japońskich słodyczy skutecznie odstraszają mnie od ich masowego kupowania, nie ważne jak bardzo chciałabym ich próbować. Jednak ostatnio stwierdziłam, że w ramach auto-prezentu urodzinowego coś tam sobie zamówię. Padło na sklep Blippo, prowadzony przez właściciela Kawaii Boxa (którego miałam zaszczyt otrzymać) oraz Japan Candy Boxa. Ceny są tam całkiem niezłe, wysyłka darmowa, a do tego miałam kod rabatowy na 10%, więc nawet nie szukałam innego sklepu.

Blippo japońkie słodycze

 Moje skąpstwo pozwoliło mi na 6 smakołyków, oczywiście wybranych z tych najtańszych :D Może jak zacznę sama jakoś porządnie zarabiać, będę się kusić od czasu do czau na coś więcej. Na razie oszczędność wygrywa ^_^'

 Sama paczka (raczej nie ma sensu wam jej pokazywać) przyszła do mnie w takim stanie, że dziwię się, że nic z niej po drodze nie uciekło :P Ale dzięki tym uroczym, styropianowym (?) trójeczkom wszystko zostało na swoim miejscu i to nawet nienaruszone. Choć nie powiem, po tym jak ładny był Kawaii Box, spodziewałam się jakiejś równie uroczej paczuszki, a przyszedł brzydki, brązowy, pognieciony karton, byle jak sklejony tanią taśmą ._.

 Warto jeszcze wspomnieć o wysyłce na Blippo. Do wyboru mamy właściwie trzy opcje. Jak sobie dopłacimy, paczka powinna przyjść szybciej, lub jeszcze szybciej. Ale co ciekawe, darmowa opcja nie powinna być rejestrowana i mieć opcji śledzenia, a mimo to dostałam swój kod i mogłam sprawdzać co tam się z paczką dzieje. Jakiś błąd? Próba naciągania ludzi? To już pozostawię wam do rozstrzygnięcia.

 No ale przejdźmy teraz do części właściwej!


Morinaga Choco Ball - Strawberry

Morinaga Choco Ball - Strawberry

 Jeszcze w czasie zdejmowania folii dotarł do mnie cudny, truskawkowy zapach <3 Druga świetna rzecz, to wygodne otwarcie. Pudełeczko można sobie łatwo otwierać i zamykać, do tego fajnie dozuje pojedyncze kulki. Jednak co do smaku nie było już tak świetnie...

 Właściwie nie spodziewałam się wiele po truskawkowej czekoladzie. Czy raczej "czekoladzie", bo biała czekolada to dla mnie żadna czekolada. Tutaj mamy takową o... no cóż, mdłym, truskawkowym smaku. Pod tym względem nie różni się od naszych zachodnich słodyczy. Same kuleczki ratuje jeszcze chrupiące wnętrze. Według opisu ze sklepu jest z preparowanego ryżu. Wydaje mi się że jest w nim też jeszcze jakieś nadzienie. W każdym razie konsystencją jak i już trochę wyraźniejszym, truskawkowym smakiem, nieco wybawia cały smakołyk od bycia niejadalnym.


Ogólnie: No jadłam lepsze rzeczy. Żeby nie było, nie są złe te kuleczki, ale za tę cenę...
W porównaniu do zachodnich słodyczy: ...u nas dostaniemy o wiele smaczniejsze łakocie (i w większych ilościach).


Ginbis Tabekko Animal Biscuits - Seaweed

Ginbis Tabekko Animal Biscuits - Seaweed

 Wyglądają zupełnie jak zwykłe herbatniki, tyle że posypane kawałeczkami suszonych wodorostów. No i mają kształty zwierzątek, a nawet są podpisane, co może zachęcać dzieci do nauki angielskiego. Z takim małym szczegółem, że w części kształtów ciężko cokolwiek rozpoznać :P

 Zapach mają... niepodobny do niczego, całkiem zagadkowy, ale właściwie nawet apetyczny. A smak? Są słone i słodkie jednocześnie. Dziwne połączenie, ale.. podoba mi się! Jeśli chodzi o obiecywany smak wodorostów, to ciężko mi powiedzieć, czy on rzeczywiście tam jest. Mają taki lekki, nietypowy posmak, ale nie mam wystarczająco doświadczenia z wodorostami, żeby stwierdzić, że to faktycznie one :P Próbując samej tej posypki też ciężko określić jak to w ogóle smakuje. W każdym razie smakuje nawet fajnie.

Ginbis Tabekko Animal Biscuits - Seaweed

Ogólnie: Nie są jakieś super smaczne, na pewno mogłyby mieć bardziej wyczuwalny aromat wodorostów, ale bardzo chętnie sięgałam po następny i następny.
W porównaniu do zachodnich słodyczy: U nas czegoś takiego na pewno się nie znajdzie. A przynajmniej te są zupełnie inne, niż wszystkie herbatniki jakie do tej pory jadłam. Prawdopodobnie nawet jedne z lepszych.


Yaokin Takoyaki Snack Stick

Yaokin Takoyaki Snack Stick

 Coś takiego, jeśli nie identyczne, było w anime Dagashi Kashi, więc nie mogłam sobie odmówić ^_^ Wybrałam smak takoyaki.

 Zapach chrupka jest całkiem znajomy. Pachnie po prostu jak zwykłe, smakowe chrupki, w dodatku trochę przypalone. Jest dość twardy i oczywiście chrupiący. Jednak mimo nieobiecującego zapachu jest naprawdę smaczny! Jest bardzo słony, ale również aromatyczny. Tutaj też nie jestem w stanie powiedzieć, czy rzeczywiście smakuje jak takoyaki, ale na pewno smakuje bardzo dobrze :3

Yaokin Takoyaki Snack Stick

Ogólnie: Chcę więcej! Następnym razem zamówię chyba przynajmniej kilka sztuk xD
W porównaniu do zachodnich słodyczy: Większość naszych chrupek nie ma tak intensywnego smaku. Forma i tekstura też nieco się różni. Z pewnością chętnie zobaczyłabym je na półkach naszych sklepów!


Coris Grape & Soda Soft Candy

Coris Grape & Soda Soft Candy

 Tu ponownie zapach mamy niesamowity! Konkretnie apetyczny aromat winogron. Natomiast konsystencja i sam smak kolejny raz troszkę zawodzą. Spodziewałam się czegoś w rodzaju ciągnącego się żelka. A to jest... nawet nie wiem jak to opisać :P Prawie w ogóle się nie ciągnie, jest plastyczne i takie ni miękkie, ni twarde. Po wzięciu gryza w ustach wydaje się jakby mączne.W smaku jest słodko-kwaśne, a aromat, mocno wyczuwalny przy wąchaniu, nie jest już tak wspaniały przy jedzeniu. Jednak wciąż daje radę. W smaku czuć oczywiście winogrona, ale też coś, co zapewne jest tą "sodą". Niestety i tu znowu nie mam zielonego pojęcia jaki to właściwie smak xD

Coris Grape & Soda Soft Candy

Ogólnie: Nie jest w sumie złe to... coś. Trochę się zawiodłam, ale może to przez to, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Myślę, że lepsze byłoby. jakby było typowym żelkiem ;P
W porównaniu do zachodnich słodyczy: Jak się to trochę już pogryzie i potrzyma w ustach to przypomina trochę cukierki dostępne u nas. Jedynie smak jest dość oryginalny, ale nie na tyle, by przebić masę lepszych, zachodnich słodyczy.


Meiji Yan Yan Biscuit Sticks - Chocolate Dip

Meiji Yan Yan Biscuit Sticks - Chocolate Dip

 Nie wiem czemu, po zdjęciu na stronie wydawało mi się, że to będzie ze 2 razy większe xD No i zawartości jest jakby mniej... Ale to oczywiście typowe.

 Zaraz po otwarciu zapach kojarzył mi się z rogalikami z Chipicao. Po wwąchaniu się, stwierdzam, że jednak nie. Ta czekoladowa masa pachnie dość dziwnie i smakuje... jeszcze dziwniej. Taki zwykły wyrób czekoladopodobny. Paluszki za to swoim smakiem w niczym się nie wyróżniają. Razem z "dipem" smakują nie najgorzej, ale też nie jakoś świetnie. Mam wrażenie że coś takiego już jadłam. Nie wiem czy przypadkiem nie kojarzy mi się to z Pocky. Z tym, że Pocky są lepsze. No i wydajniejsze :P Zjedzenie tej łakoci zajęło mi chwilę.


Ogólnie: Jest w miarę smaczne, ale są smaczniejsze rzeczy, a ilość tych paluszków i dipu zdecydowanie nie jest warta swojej ceny.
W porównaniu do zachodnich słodyczy: Coś takiego wypuściła chyba też Nutella, więc nie jest to jakoś szczególnie nietypowy smakołyk. No i z Nutellą zamiast tej czekoladopodobnej masy byłby lepszy...

Kracie Popin' Cookin' DIY Takoyaki set

Kracie Popin' Cookin' DIY Takoyaki set

A teraz czas na gwiazdę wieczoru! Od zawsze zachwycałam się tymi zestawikami do tworzenia smakołyków w kształcie różnych potraw. I w końcu zdobyłam jeden z nich ^_^ Wzięłam takoyaki bo było najtańsze xD Ale weźmy się do roboty!

Kracie Popin' Cookin' DIY Takoyaki set

 Jak widać, w niepozornym opakowaniu kryje się "forma", 4 saszetki, szpatułka, a nawet wykałaczka. Pierwszy krok to oczywiście pocięcie formy. Plastik z którego jest wykonana jest całkiem gruby i twardy, czego się nie spodziewałam.

Kracie Popin' Cookin' DIY Takoyaki set

 Teraz właściwa zabawa - najpierw ośmiornicze macki <3 Proszek z którego się je robi pachnie bardzo apetycznie, podobnie do Snack Sticka. Mieszamy go z jedną miarką wody w "naczyniu" z nutką. Otrzymujemy dziwną, różową masę, która już niestety nie pachnie, ani nie smakuje tak fajnie. Miałam obawy, że masy nie wystarczy na wszystkie 8 kawałków i wcześniej podzieliłam ją sobie żeby było po równo, ale wyszło ich w sumie 11.

 11 różowych robali :P

Kracie Popin' Cookin' DIY Takoyaki set

Następny krok według instrukcji to "majonez". Obcinamy saszetkę, wlewamy jedną miarkę, mieszamy, zawijamy saszetkę i na razie zostawiamy.

Kracie Popin' Cookin' DIY Takoyaki set

 Teraz ciasto. Największą saszetkę dokładnie rozrabiamy w dwóch miarkach wody, otrzymując nieciekawie pachnącą, wodnistą masę. Wlewamy do foremek do wyznaczonego poziomu i ozdabiamy mackami (dodałam również te nadplanowe). Następnie podgrzewamy w mikrofalówce. Według instrukcji przy 500 W nastawiamy je na 40 s, a przy 600 W na 30 s. Nie mam pojęcia ile wat ma moja mikrofala, więc zmniejszyłam jej trochę moc i wsadziłam je na 30 s. Urosło aż nadto.

Kracie Popin' Cookin' DIY Takoyaki set

 Już prawie kończąc, rozrabiamy ostatnią saszetkę w mniejszym pojemniku. Otrzymujemy nietypowo smakujący sosik.

Kracie Popin' Cookin' DIY Takoyaki set

"Upieczone" takoyaki obracamy jeszcze w foremkach, po czym wyjmujemy je maczając w sosie. Na sam koniec obcinamy róg saszetki z majonezem i polewamy nasze pyszności.

Kracie Popin' Cookin' DIY Takoyaki set

Bon appétit!

Kracie Popin' Cookin' DIY Takoyaki set

 Om nom nom

 Otrzymujemy 8 pysznych kuleczek. Z podkreśleniem na to zdrobnienie, bo są naprawdę malutkie :P Ale za to smaczne! Ciasto co prawda smakuje dość dziwnie i jest jakieś takie gąbczaste, ale całość z sosami komponuje się naprawdę fajnie. Myślałam, że będzie słodkie i jedynie miało formę takoyaki, ale jest słone i czuć aromat bardzo podobny co ten Sticka, tak więc domyślam się, że mniej więcej tak właśnie smakuje prawdziwe takoyaki.

 Ogólnie produkty Popin' Cookin' wydają się być świetną, a do tego pyszną zabawą. Głównie jest to raczej zabawa dla dzieci, szczególnie, że wielkość porcji nie powala, ale typowy otaku/weeaboo/mangozjeb też będzie się przy tym wyśmienicie bawił :D

 Podsumowując całe zakupy, mamy jeden hit, dwie fajne przekąski i 3 małe rozczarowania, jednak ja się nie poddaję i chętnie będę próbować kolejnych japońskich łakoci ^_^

  A jakby kogoś również naszło na zakupy na Blippo, prawdopodobnie wciąż obowiązuje kod z 10% obniżką i brzmi on: KAWAIILOVE

niedziela, 31 lipca 2016

[Animowe Refleksje #25] Hitsugi no Chaika

 Nic mi się nie chceeeeeeeeeeee... No ale rzucę jakimś postem, bo troszkum smutno na blogu.

Hitsugi no Chaika

 Pisałam chyba kiedyś z jakich powodów zdarza mi się oglądać różne anime. Np. kiedy spodoba mi się postać z danego anime. Tym razem właśnie tak było. Co i rusz widząc gdzieś tam to urocze, białowłose loli-dziewcze z przerośniętymi brwiami nie mogłam nie dodać Hitsugi no Chaika do planowanych do obejrzenia. Poza istnieniem tej postaci, nie wiedziałam kompletnie nic innego o tymże anime.

Hitsugi no Chaika
 Tytułowa "Czajka" okazała się jeszcze bardziej urocza niż mogłam sobie wyobrazić. Również jej osobowość okazała się zupełnie inna, niż się spodziewałam. Ale ta nadała jej jeszcze większego uroku.

 Skoro już zaczęłam od postaci, to kontynuujmy o nich. Reszta niestety mnie trochę zawiodła. Większość była w najlepszym przypadku nieciekawa, w najgorszym wkurzająca. Poważnie, ludzie którzy wymyślają postacie takie jak Akari, powinni zastanowić się nad sensem własnego życia. Nie dość że płaska (w sensie... płaski charakter, bo jej klatce piersiowej nie można tego zarzucić) i irytująca, to jeszcze jedna z 3 głównych bohaterów... Nawet jej wygląd mi się nie podobał, no ale skończmy już te hejty.

 Fabułę tej serii oceniam raczej dobrze. Nie jakoś wybitnie, ani nawet bardzo dobrze, ale raczej nie można odmówić jej oryginalności i całkiem przyjemnie poznawało mi się kolejne losy bohaterów. Z tym, że drugą serię oceniłabym o wiele lepiej. Przy pierwszej lekko zmuszałam się do oglądania, za to druga leciała już sama.

 No i jeszcze jedno - w tytule tym spodobało mi się to, że historia jest całkiem zgrabnie rozwinięta i zakończona w owych dwóch sezonach. W dzisiejszych czasach powstaje mnóstwo anime, które właściwie nie mają żadnego konkretnego zakończenia, a często wręcz są w pewnym momencie po prostu przerywane (jeśli manga na podstawie której powstaje wciąż wychodzi). Tutaj wszystko jest ładnie doprowadzone do końca, z jednym małym szczegółem...

 To co chyba najbardziej nie spodobało mi się w HnCh to jakieś szczątki romansu (a właściwie to nawet romansów), które niby są, a niby ich nie ma. Do czegoś niby dochodzi, a później jakby się o tym zapomina. I wracając do zakończenia, nie użyłabym wcześniej słowa "całkiem" przed "zgrabnie", gdyby nie to, że sama w sobie końcówka została niestety spierdzielona. Ogólna fabuła została doprowadzona do końca, jednak twórcy nie pokazali nam w ogóle, co tak właściwie stało się później z bohaterami. Przede wszystkim chciałabym wiedzieć co się działo pomiędzy pewnymi bohaterami ;_; Nie wiem, czy po 10 odcinkach producentom kazali się zmywać z anteny, czy zabrakło im funduszu, czy materiału źródłowego, czy owy materiał (powieść) też tak się ujowo kończy, ale co poradzić...

 Poza dwiema seriami jest też OVA. Można by mieć nadzieję, że to jakaś kontynuacja, ale nie. To dwie historyjki nie wprowadzające nic do fabuły. Jedyny plus to taki, że podczas oglądania udało mi się nawet parę razy zaśmiać.

 Przechodząc dalej, kreska w Chaice jest całkiem ładna, choć bez szału, ale od technicznej strony mogliby się bardziej postarać. Cieniowanie to klasyczny, prosty cell-shading bez żadnych efektów. Rysunki są dość uproszczone, a z ruchów postaci, szczególnie podczas walk, dałoby się więcej wyciągnąć. Muzyka zaś nie wpada w ucho.

 Hitsugi no Chaika z pewnością mnie nie zachwyciło, ale pomimo paru minusów oglądałam je z przyjemnością. Ot, taki dobry średniak. Czy mogę go komu polecić? Na pewno tym, którzy lubią srebrnowłose loli. Czajka to zdecydowanie najlepszy element tego anime. Chociaż pewnie znajdą się i tacy, których jej osobowość będzie wkurzać. W każdym razie zawsze warto dać jej szansę. A na koniec macie ending, bo czemu nie:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...